Gra o Tron RPG k100

Niejedne narodziny

Origins: Albert

21 lat temu…

Jest 277 rok od Podbić Aegona, a Albert obchodzisz dzisiaj dwudziesty Dzień Imienia. Stoi na zimnie przed swoją chatą. Chatą w której mieszka z żoną Sonią. Sonia jest obecnie w stanie błogosławionym, a do porodu pozostał jeszcze jakiś tydzień, może dwa. Albert ma nadzieje, że to będzie syn. Teraz kiedy poród się zbliża bardzo ciężko myśli nad imieniem. Jednak każde imie jakie wpadnie mu do głowy wydaje się głupie, mało męskie czy po prostu nie takie jakie powinien nosić jego syn. W dniu swoich urodzin i przeddzień narodzin potomka czuje się silny, nie pokonany. Bo co może go powstrzymać?!
Albert, co Ty robisz tak długo na tym dworze!? – Słyszy wołanie żony z domu. Taaak… Chyba to właśnie Sonia może go „powstrzymać”.

Albert wchodzi do domu i widzi palenisko, łóżko, dzisiaj zbitą kołyskę dla dziecka – w końcu Sonia się doprosiła i żonę, która próbuje dołożyć do kominka. Szybko wybija jej ten pomysł z głowy pomimo sprzeciwu Soni – „Nie jestem w końcu pierwszą, lepszą dziewką, dam sobie radę!”.
Sonia jest w normalnym stanie szczupłą kobietą, teraz jednak spory i ciężki brzuch każe jej wyginać plecy do przodu. Czarne włosy, szczupła twarz, krwiście czerwone usta i szare oczy sprawiły że zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia już 4 lata temu. Złożyli sobie przysięgi prawie rok temu – późno – jednak ojcu Soni było ciężko się zdecydować który zięć będzie odpowiedni, jednak w końcu zgodził się z uczuciami córki.
Ich przekomarzania przerywa krzyk zza drzwi – „Albert! Wychodź!” – Słyszy swojego młodszego brata Tarnera Tarner.jpg i już domyśla się, że są z nim Joran i ich ojciec Bron. Idź, idź dam sobie radę. Albert żegna się ze swoją żoną i wychodzi na zewnątrz.
Taj ka przewidywał na zewnątrz stoją jego bracia i ojciec. Życzą mu wszystkiego najlepszego i kierują się do karczmy, na co byli dzisiaj umówieni.
Do karczmy trzeba iść od chaty Alberta jakąś godzinkę, ale to nie jest problem z flaszeczką bimbu Brona. Tam czeka na was piwo, wino i zabawa! To jest chyba to co, przyszły ojciec kocha najmocniej. Oczywiście zaraz po żonie!

Ruszacie od karczmy:
- To już wiesz jak nazwiesz syna, a moje wnuka? – pyta Bron. Bron.jpg
- Nawet ten mróz nie pomaga mi podjąć decyzji, ale może twoja flaszka pomoże.
- Spokojnie, dzisiaj jak wrócimy z karczmy już na pewno będziesz je miał. A właśnie młody, przypomniało mi się, że nie dawno widziałem jak przyglądałeś się i potem rozmawiałeś z dziewczyną z sąsiedniej wsi?
Tarner szybko odpowiada zakłopotany – Ano jest taka jedna, ze wsi obok, ruda, bardzo miła, świetnie dzierga na drutach…ruda.jpg
- Będzie ci się chciało jechać do wsi obok? Z resztą widziałem ją, to pewnie będzie ci się chciało, ale czy będzie ci się chciało wracać?
- A co na to jej ojciec – pyta Bron – ile ma pola do uprawy?
- Nie wiem ojcze…
-To najważniejszych rzeczy nie wiesz?!
Po tej wymianie zdań następują kolejne niewygodne dla Tarnera pytania, kiedy jednak Albert widzi jego głębokie zakłopotanie mówi żeby go zostawić w spokoju. Ojciec pyta o imię przyszłego syna Jorana, niestety ten nie wie też jak go nazwać, ale pewnie imie będzie podobne do jego własnego.

Karczma, a właściwie nawet zajazd z małą stajnią obok jest dosyć sporym budynkiem jak na wasze standardy. Dwupiętrowy, drewniany z pokojami dla przyjezdnych na górze. Na parterze oczywiście jest to co was najbardziej interesuje – zabawa. Wchodząc do środka widzicie schody na górę po lewej, parę okrągłych i prostokątnych stołów z przystawionymi do nich stołkami. Na przeciwległej ścianie widzicie jedyny kamienny element – spory kominek w którym oczywiście się pali. Po prawej zaś widzicie ladę a za nią przyjaciela waszego ojca, Otika. Otik do starszy chłop, ale wielki jak szafa, nie znacie gościa który byłby go w stanie położyć. Dzięki temu i wielkiej, drewnianej pałce utrzymuje on tutaj sam porządek i nie musi najmować nikogo do pilnowania gości. Póki co karczma ma tylko paru gości, którzy siedzą przy stolikach. Przy jednym ze stolików siedzi dwóch chłopów i gra w kości, a w jednym z kątów siedzi człowiek popijający coś z kufla i patrzy na lutnię położoną na stole.
Otik.jpgOtik jak was zauważa krzyczy swoim tubalnym głosem – Ooooo! Bron, to co pijemy?!
- Pijemy i to mocno, bo Albert ma urodziny! A w karty z nami zagrasz?
- Póki nie ma dużo gości, to chętnie. Z wami zawsze.
Siadając przy stoliku, Tarner pyta czy grają na pieniądze. Bron wybija mu ten pomysł z głowy.
Bron napomyka Otikowi o dziewczynie Tarnera . Znowu pada wiele niewybrednych docinki pod adresem Tarnera i dziewczyny.
Zabawa, coraz więcej ludzi i część jest znajoma, kiwają wam głowami z przyjaźnią.
Jesteście już tu dobre trzy godziny pijąc, gadając, grając i wymieniając plotki z innymi. W końcu mężczyzna patrzący na litnie wstaje i zaczyna śpiewać przygrywając sobie do tego. Po chwili nawet wasze nieprawne uszy słyszą fałsze barda. Tarner pomimo nagan ojca podchodzi do Otika i zwraca mu uwagę, że bard odpędza ludzi. Lekko przygłuchy karczmarz w końcu przyznaje mu racje i ucisza grajka. Można ojcze, można?!

Bron i Tarner podżegani przez Jorana zaczynają się siłować na rękę. Po dobrych początkach młodego to jednak ojciec go pokonuje dosyć szybko.
Nagle drzwi karczmy otwierają się z hukiem waląc o ścianę zajazdu. Silny podmuch powietrza wpada do środka omiatając was nieprzyjemnym zimnem sprawiając, że nawet trochę trzeźwiejecie…. ale tylko trochę. Do środka wlazły zakały waszych ziem, przydupasy Lollistonów, waszych panów. Jest ich w sumie sześciu i niestety przewodzi im ten śmierdziel Croll ze szklanym okiem.Croll.jpg Cwaniak, który wkradł się w łaski Lolistonów i może tu teraz robić co chce. Jeździ od wsi, do wsi okłada chłopów ze swoimi zbirami i zbiera „niezapowiedziane podatki”. Wszyscy w karczmie milkną i zwieszają głowy. Co jest kurwie syny?! Jak się wam żyje co?! Podchodzi do pierwszego stolika z brzegu, podnosi czyjś kufel i wylewa jakiemuś chłopu, którego kojarzycie z widzenia na głowę rechocząc ze śmiechu. Co, nie chce się wam gadać? Rozgląda się po Sali i jego spojrzenie pada na waszą czwórkę. O, oto i najmniejsze chujki w okolicy- Jak tam Bron?
- Odkąd Ty jesteś na naszych ziemiach, to doświadczamy ogromu dobroci!
Mija wzrokiem Tarnera i Jorana. Jak tam Alberciku twoja śliczna żonka? Widząc, że moment nic nie odpowiada – A tam, jak tylko wypluje tego Twojego bachora to ją odwiedzę, he he he! Albert nie wytrzymuje – a no przyda Ci się, ona robi dobre zioła na te twoje dolegliwości. – Croll na moment się zatrzymuje i mówi – Ty się lepiej Albercik nie zaczynaj bo ci się co złego ptzytrafi, a ty go lepiej pilnuj stary capie. Dobra Otik, daj nam po kufelku i jedziemy dalej.
Kiedy siadają do szynkwasu po Sali rozchodzą się szepty ludzi.
Kiedy przychlasty wychodzą to Croll wali pałką w łeb chłopa, którego przedtem oblał, tak że pada na ziemie i nie wstaje, jego towarzysz się zrywa, ale pozostała piątka go bije pałkami a potem kopie i wychodzą.
Pobitych ogarnia pośpiesznie Otik, jednak nic poważnego się im nie stało.

Po jakimś czasie sytuacja w karczmie wraca do normy i wszyscy znowu piją i się śmieją. Już jest późny wieczór, kiedy widzicie i czujecie że wszyscy mają w czubie na tyle że za chwilę zacznie się najciekawsza zabawa każdego wieczoru. Ktoś się dosiada do grających w kości i po paru partyjkach słyszycie KANCIARZ! Gość wstaje zrywa z siedzenia drugiego i ciska w innych gości. BÓJKA!
Bójka w karczmie zupełnie przejmuje prawie całą salę, jedynie Otik czeka na odpowiedni moment żeby wejść do akcji i uspokoić swoich gości.
Po chwili Otik zaprowadza porządek krzykiem i pałką. Ten Twój Albert chyba ode mnie dosyć oberwał, weź wyjdź z nim niech pooddycha świeżym powietrzem i się napije wody ze studni.

Wychodzicie we dwójkę. Bron wyciąga wiadro wody ze studni i podaj synowi chochlę. Zimne powietrze i woda zupełnie otrzeźwia Alberta po uderzeniu Otika. Niestety zza stajni wychodzą Croll i jego przydupasy. Croll sobie pogwizduje i trzyma swoją drewnianą pałkę i mówi – Kogo my tu widzimy? Co tam panowie, dobrze się gadało w karczmie? Bierzcie ich! – Szybko zostali rozbrojeni przez przydupasów Lollistonów, przewaga liczebna zrobiła swoje. Oberwali pałkami po kolanach i głowach, klęczą przy studni trzymani przez dwóch mężczyzn. Croll podchodzi pod Brona i wkłada pałkę pod brodę i ją podnosi. – Masz pyskatego syna, wiesz Bron? – i wali go w brzuch – A z Tobą co zrobimy Albercik? Teoretycznie zabić cię nie mogę, ale mogę cię uszkodzić, prawda? Jak mu się coś stanie i tak będzie mógł ci pomagać w polu, prawda? O nic nie mówisz, jeju czyli się zgadzasz, świetnie! Dajcie mu rękę na studnie! – Jego ludzie przyciągają Alberta do studni i kładą mu rękę na studni. Croll podchodzi, wyciąga sztylet i obcina mu palec wskazujący. Nabija go na nóż – O popatrz, popatrz aport! – i odrzuca go gdzieś w bok. Wtedy z karczmy wychodzi Tarner i Joran. Widząc co się dzieje Tarner biegnie w stronę studni, a Joran krzyczy do karczmy – Otik, biją nas! – i pobiegł za bratem. Po chwili za Otikiem wszyscy wybiegają z karczmy. Kiedy Croll to widzi zaczyna uciekać w las, niestety tylko Albert to zauważa i zaczyna go ścigać.

Albert pomimo zmęczenia goni go, jednak ten staruch Croll ma dobrą kondycje. W końcu dobiegają do sporej polany w lesie, na której skraju znajduje się spory płaski kamień i mała sadzawka po środku. Tam w końcu udaje mu się go dogonić, wpada na niego popychając go na głaz. Croll wstaje na nogi i trzęsie się ze strachu… Po krótkiej szamotaninie Albert przewraca go na ziemię pod głazem i odkopuje mu pałkę Crolla, a wtedy on zaczyna płakać – Nie rób mi nic, ja odejdę, nie rób mi nic… – Tarner wychodzi na polanę, podbiega do nich i widzi Alberta z pałką w ręku. – Co tu się dzieje?
Albert właściwie mu nie odpowiada tylko prosi brata, żeby sobie poszedł. Młodszy z braci po chwili zastanowienia odchodzi szybko w stronę karczmy.

Albert wali Crolla w brzuch – Mogłeś poniżać wszystkich, ale tylko dwóch osób CI nie wybaczę, mojego ojca i żony – i uderza pałką w jego dłoń. Słychać tylko dźwięk łamanych kości i krzyk Crolla. Po chwili Albert patrzy mu głęboko w oczy- Ty już wiesz, że nie wyjdziesz stąd żywy, ale myślę że twoja śmierć sprawi że nigdy się nie stanę taki jak ty. Po tych słowach wyciąga mu jego szklane oko i rozbija mu czaszkę o głaz.
Po tym wszystkim wraca do karczmy. Pod karczmą Albert widzi swoją rodzinę i pięciu powieszonych ludzi. Wszyscy wracają do domu. Jednak Bron decyduje, żeby jeszcze Tarner odprowadził na wszelki wypadek Alberta. Kawałek przed chatą rozdzielają się i wracają do swoich domów.
Niestety w domu Alberta czeka tylko na niego smutek i śmierć. Albert znajduje swojego zaduszonego poduszką syna i żonę z poderżniętymi żyłami u lewej ręki.

Siedzisz pod piecem w domu Twojego ojca i starszego brata Jorana. Minęły ponad dwa miesiące od tego….. tego co się stało…. Minęło tyle czasu, a Ty wciąż pijesz i wciąż nie możesz zrozumieć. Teraz jeszcze od dwóch godzin słyszysz krzyki szwagierki, Sofiny. Rodzi. Cholera przecież miałeś być ojcem, co poszło źle… Dlaczego Joran ma mieć dziecko… Cały czas pociągasz bimber z butelki, a Twój ojciec patrzy na Ciebie z konta izby ze smutkiem w oczach i nie pozwala Ci wyjść… W końcu katusze się kończą i Sofina przestaje krzyczeć, ale NIE…. Następuje coś gorszego… Płacz dziecka, nie twojego dziecka…
Po minucie która jest wiecznością udręki z izby obok wychodzi Joran z zawiniątkiem na rękach i podchodzi do Ciebie i mówi To jest twój bratanek – Jeran i podaje Ci go na ręce. Podaje go Tobie? Patrzysz przelotnie na flaszkę w ręce i na małą twarzyczkę chłopca zanurzonego w śnie po narodzinach. Odkładasz flaszkę i bierzesz ten cud na ręce.. cud, który się uśmiecha przez słodki sen… jesteś pewien, że tego dnia po raz ostatni trzymałeś flaszkę w ręku.

Comments

Placjusz Placjusz

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.